Strona:Mikołaj Biernacki - Piosnki i satyry.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jakże panie Bolesławie,
Osądzasz poezyę nową?
Bo jéj nieczytałem prawie.
— Tak sobie, ni to, ni owo.
Myśli nieco liberalne,
Tło niejako za jowialne,
Form niezłych nibyto mnóstwo,
Lecz rymów wielkie ubóstwo.

— A! widzę panie Adamie,
Że nowe poezye czytasz.
Jest co dobrego w tym kramie?
— I pan jeszcze o to pytasz!
Myśl dotąd nieporuszana,
Forma pyszna, niezrównana;
Zkąd to to się u nas wzięło?
Arcydzieło! arcydzieło!

— Cóż powiesz panie Wojciechu
O nowym poezyi zbiorze?
Czy wart oklasków, czy śmiechu?
— Co ja powiem? mocny Boże!
Dwa wyrazy to określi:
Ani formy, ani myśli.
Nie kupuj pan, to ramota!
Nędzota panie, nędzota!