Strona:Miłość matki.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


podwieczorek składał się z galaretek i osmażonych orzechów, kolacja obfitowała w inne słodycze i ciasta.
Nazajutrz wybladły Stach nie tknął śniadania, patrząc żałośnie na jedzących chleb z masłem braciszków.
— Możebyś tak sprobował naszego jedzenia — rzekł ojciec z uśmiechem do chłopca — nie wstydź się przyznać, żeś zbłądził.
— Ach, tak, ojczulku! — zawołał Stach przekonany o swem łakomstwie — wolę chleb, który mi się nigdy nie sprzykrzy.
I jadł go z wielkim apetytem.


. . . . . . . . . . . . . . .



—   8   —