Strona:Maurycy Jókai - Papuga.djvu/33

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    — 27 —

    — Cóż ja winienem, że każdy mnie brał za ciebie?
    — I jeszcze do tego masz imię Filip? Nie, my nie możemy mieszkać w jednem mieście.
    — Owszem, rozróżniajmy się tylko kolorem krawatów. Ja będę nosić czerwony, a ty niebieski.
    — Są to drobiazgi, ale mam ważniejszą i nie tak łatwą sprawę z tobą do uregulowania. W mojem zastępstwie otrzymałeś pocałunek od mojej siostry Adeli.
    — Jakto? Więc to twoja siostra?
    — Tak. Ma ona śmieszny zwyczaj, iż gdy nie widzi mnie czas jakiś, to gdziekolwiekbądź później spotka, rzuca mi się na szyję i całuje.
    — Jest to dla mnie większem nieszczęściem, niż dla ciebie.
    — To jednak nie może tak pozostać i musi być pomszczone. Chodź ze mną.
    Wziął pod rękę swego sobowtóra i obaj, w towarzystwie śmiejących się sekundantów wrócili do pałacu. Na ten raz powiesili swoje płaszcze tak, iż pomylić się nie mogli. Tymczasem w salonach pogłoska o tem qui pro quo, podobnem do szekspirowskiego w „Comedie of errors“, już się rozeszła. Różnica tylko w tem, że gdy to ostatnie było zmyślonem, historja, którą opowiadamy, jest autentyczną. Rzeczywisty Pipo Sternberg przedstawił prawdziwego Filipa Maglaya wszystkim tym osobom, z któremi on rozmawiał i wśród ogólnej wesołości wyjaśnił nieporozumienie. Przyszła nareszcie kolej na przygodę z pocałunkiem. Podczas odpoczynku damy cofnęły się do oddzielnego salonu, gdzie znalazła się i piękna Adela w towarzystwie swej ciotki. Pipo Sternberg podszedł ku nim ze swym sobowtórem.