Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


TRUP W OBŁOKACH
CZYLI
DZIEJE MASZYNY, LATAJĄCEJ W POWIETRZU

Chłodny, wilgotny wieczór marcowy. Poprzez gęstą, przejmującą mgłę, która spowiła ziemię, ledwo, ledwo przebijają ogniki latarń ulicznych.
Zalane elektrycznem światłem wystawy sklepowe toną w tej szarej, wilgotnej mgle. Wysokie gmachy, smętnie otaczające ulice, stoją ponuro. Tylko z trzech okien pierwszego piętra jednego z domów bije rzęsiste światło. Z ciekawością patrzą nań nieliczni przechodnie.
Na piętrze tem mieszka pan Franciszek Pericord, wynalazca, inżynier-elektrotechnik. To jasne światło w jego pracowni jest świadectwem niezmordowanej pracy wynalazcy.
Jeśliby kto z przechodniów mógł zajrzeć teraz oto przez okno do pracowni uczonego, to ujrzałby tam dwóch ludzi, stanowiących rażący kontrast. Jeden z nich, pan Pericord ma wygląd drapieżnego ptaka, ostre rysy twarzy, włosy ciemne. Drugi — to pan Jeremjasz Brown. Krępy, przysadzisty, jasnowłosy