Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wzruszenie wśród zwierząt doszło do ostatecznej granicy, to też oświadczyły, że gotowe są oddać wszystko na świecie, byle tylko ujrzeć ten niezwykły obraz. Poczem niedźwiedź zapytał:
— Cóż w nim tak bajecznego?
— Jego wygląd! — odparł kot.
Zwierzęta dziwowały się bardzo, ale niezupełnie rozumiały kota. Wrzenie nie ustawało. Wreszcie krowa spytała:
— A cóż jest lustro, o którem również mówiłeś?
— Jest to otwór w ścianie, — odparł kot. — Spójrz w niego tylko, a wnet ujrzysz obraz. A obraz ten jest tak piękny, tak czarujący, taki pełen polotu, tak uduchawia widza swem niewysłowionem pięknem, że patrząc nań, dostaje się nieomal zawrotu głowy, traci się prawie przytomność z zachwytu!
Aż dotąd osioł nie odezwał się ani słowem, ale teraz jął wyrażać swe wątpliwości. Zauważył, że dotychczas na świecie nie było nic pięknego aż do zawrotu głowy, i że wątpliwe, czy obraz, o którym tyle opowiada kot, jest tak piękny, jak on go przedstawia. Dalej zauważył, że skoro kot, aby wywołać zachwyt dla pospolitego, błyszczącego przedmiotu, potrzebował aż całego kosza superlatywów, tedy mamy wszelkie prawo wątpić o prawdziwości jego słów!
Wątpliwości te podziałały nieco na resztę zwierząt; kot obrażony poszedł do domu. Przez dwa dni nie mówiono wcale o obrazie, wszelako ciekawość znowu odezwała się u zwierząt, to też po-