Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


drzewo od ust dziecka i opuściła ją znów na kolana. Zgniewała się najwidoczniej, rzekła bowiem:
— Mężulku, sam przecie wiesz, że jest inaczej, tak, wiesz to dobrze! Wszyscy lekarze głoszą, że terpentyna drzewa świerkowego jest bardzo skuteczna przy słabej kości pacierzowej i chorych nerkach...
— Ach, — zatem omyliłem się! Nie wiedziałem przecież, że kość pacierzowa tudzież nerki naszego dziecka są zaatakowane i że lekarz nasz...
— A któż tu mówi, że nerki i kość pacierzowa naszego dziecka są zaatakowane? Dziwne przypuszczenia! Nigdy nic podobnego nie dawałam ci do zrozumienia.
— Ależ, najdroższa, niecałe dwie minuty temu mówiłaś...
— Wszystko jedno, co mówiłam! Małej to nic a nic nie zaszkodzi, jeśli będzie żuła sobie kawałeczek drzewa świerkowego, o ile ma do tego ochotę, i ty wiesz o tem aż nazbyt dobrze! To też powiadam ci, że ona będzie je żuć, i koniec!
— Nie masz potrzeby już nic dodawać, kochana żono. Czuję doskonale siłę twych argumentów, to też każę natychmiast sprowadzić kilka fur najlepszego drzewa świerkowego. Odtąd żadne z mych dzieci nie będzie odczuwać jego braku, póty, póki ja...
— Proszę cię, idź do swego kantoru i pozostaw mnie wreszcie w spokoju. Nie można wtrącić najniewinniejszej uwagi, byś ty się do niej nie przyczepił i nie począł rezonować i rezonować, aż sam