Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Gdy przyjdzie tu o trzeciej Jones — dasz mu pan kilka razy w gębę. Gdyby przyszedł wcześniej Gilleps — masz go pan wyrzucić na łeb przez okno. Ferguson prawdopodobnie przyjdzie o czwartej — uśmiercisz go pan. Poczem będziesz pan miał trochę wolnego czasu — napisz więc pan (cięty!) artykuł na policję, a zwłaszcza na herszta szpiclów policyjnych — Grave’a. — Broń jest w szufladzie stolika, naboje tam oto w kącie, za piecem zaś leżą bandaże i wata. Spraw się pan dobrze, jak wzorowy dziennikarz amerykański. — Gdybyś pan tak... ten tego... dostał kulkę w łeb lub gdzie indziej, masz pan na parterze domu doktora Lauceta. Daje nam inseraty, zapłatę zaś od niego odbieramy w jego praktyce.
Poczem redaktor wyszedł.
Zrobiło mi się nieswojo. Obawa... Lęk... Przez te kilka godzin współpracownictwa przeżyłem tyle (niepodniosłych!) wrażeń, że doprawdy poczułem niepokój. Ale nie było czasu na rozmyślania.
Wkrótce przyszedł Gilleps — i, zamiast ja jego — on mnie wyrzucił przez okno. Potem przyszedł Jones, a gdy, według wskazówki redaktora, chciałem mu dać po gębie, wyręczył mnie w tem, przyczem role zamieniliśmy. Potem znów jakiś nieznajomy, o którym redaktor wcale mi nie wspominał, wyrwał mi moc włosów. Inny znów jakiś drab, niejaki Thomson, porwał mi nowe ubranie na strzępki, tak że zostałem zaledwie w ineksprymablach. A już na samym ostatku zostałem osaczony w kącie lokalu przez cały tłum jakichś „redakto-