Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że w tem wszystkiem niepojęte było to, że owi niegrzeczni chłopcy najspokojniej w świecie jeździli sobie łódką przez cały dzień, poczem w całkiem niepojęty sposób wrócili do domu ubawieni i cali. Wówczas Jacob oświadczył, że nic podobnego nie czytał nigdy w żadnych czytankach. Oszołomiło go to najzupełniej.
Przyszedłszy do siebie, poczuł się nieco zbitym z tropu, mimo to postanowił wszakże dalej robić swe cnotliwe eksperymenty. Wiedział, że czyny jego dotychczasowe nie nadają się jeszcze do umieszczenia w czytance, ale ufał, że kiedyś się dostanie, jeśli wytrzyma do końca na swej drodze. A gdyby nawet przedsięwzięcie nie udało mu się, to i tak pozostaje mu jeszcze wygłoszenie mowy przedśmiertnej.
Przestudjował ponownie swe książki i uznał, że nadszedł już czas, kiedy powinien wstąpić na okręt jako posługacz. Udał się do kapitana statku, ofiarowując mu swe usługi, a gdy kapitan zapytał, czy ma jaką rekomendację, Jacob dumnie wyjął książeczkę z dedykacją i wskazał na słowa: „Jacobowi Blewens od kochającego nauczyciela“. Ale kapitan statku był to snać, człek źle wychowany, oświadczył bowiem: „Po kiego diabła mi ten śmieć! Nie jest to żaden, mój malcze, dowód, że umiesz zmywać naczynia i wylewać pomyje z kubłów!“. Poczem dodał, że nie potrzebuje wcale Jacoba. Było to niewątpliwie najniezwyklejsze zdarzenie w życiu naszego bohatera. W czytankach szkolnych dedykacja nauczyciela zawsze budziła jak najczulsze