Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tecznie postanowił zrobić najlepsze, co mógł uczynić w danych okolicznościach: — żyć cnotliwie i wlec swą taczkę, póki starczy sił, mając wpogotowiu swą mowę przedśmiertną, gdy nadejdzie jego godzina.
Cóż kiedy jakoś wszystko wypaczało się temu chłopcu! Nic nie działo się tak, jak, trzeba, nie tak, jak pisano o grzecznych chłopczykach w czytankach. Tam wszystko kończyło się tak jak trzeba, a tylko źli chłopcy łamali nogi. Ale gdy Jacobowi nie z czytanki zginęła jakaś śrubka, wszystko wzięło inny obrót. Gdy ujrzał, że Jan Black kradnie jabłka i stanął pod drzewem, aby odczytać mu kazanie o złym chłopcu, który spadł z jabłoni sąsiada i złamał sobie rękę, to Jim istotnie runął z drzewa, ale runął na niego, jemu łamiąc rękę, podczas gdy sam nawet się nie zadrapał. Jacob nie mógł tego zrozumieć. W książkach nigdy nie wyczytał nic podobnego.
Innym razem, gdy kilku niegrzecznych chłopców wtrąciło ślepego starca do błota, a Jacob nadbiegł, by go podnieść, i otrzymać odeń błogosławieństwo, to ślepcowi ani na myśl nie przyszło błogosławić go, przeciwnie, uderzył go kijem po głowie, mówiąc, że niechno go tylko jeszcze raz przyłapie na tem!
— Pchnąłeś mnie — powiada — do błota, a teraz udajesz, że mnie chcesz podnieść.
Nie zgadzało się to z żadną moralną opowieścią w czytankach, Jacob starannie przejrzał je wszystkie, by się o tem przekonać.
Jacob niezmiernie pragnął znaleźć kulawego