Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do takiej książki z rycinami, które wyobrażałyby, jak Jacob dumnie odmawia kłamstwa wobec matki, a ta z radości przyciska go do serca; jak stoi na ganku i daje centa biednej żebraczce z sześciorgiem dzieci i oświadcza jej, że może swobodnie wydać te pieniądze, lecz nie powinna być rozrzutną, ponieważ rozrzutność jest grzechem; i wreszcie, jak wspaniałomyślnie nie zgadza się poskarżyć na niegrzecznego chłopca, który stale czyhał na niego na rogu ulicy, gdy Jacob wracał ze szkoły, i bił go prętem po głowie, poczem gonił za nim do domu, krzycząc: he! he! — Na tem polegała ambicja młodego Jacoba Blewensa. Pragnął dostać się do czytanki szkółki niedzielnej. Co prawda, niekiedy było mu jakoś trochę nieswojo, gdy przypominał sobie, że grzeczni chłopcy zawsze umierają. Podobało mu się życie, to też była to najbardziej przykra karta w dziejach chłopczyka z czytanki szkółki niedzielnej. Wiedział, że być grzecznym chłopcem — rzecz to niezbyt zdrowa. Wiedział, że być takim nienaturalnie grzecznym chłopcem, jak chłopcy w tych czytankach, jest rzeczą gorszą od suchot, wiedział, że ani jeden z nich nie był w stanie znieść tego długo, to też smutek go ogarniał na myśl, że jeśli to umieszczą w książce, to on jej nigdy nie ujrzy; jeśli zaś książka będzie wydana przed jego śmiercią, to nie będzie miała powodzenia bez ryciny na końcu książki, wyobrażającej jego pogrzeb. Jakiż bowiem sens miałaby umoralniająca książka, skoro nie mogłaby podać ludziom rady, jaką on dał, umierając, współobywatelom. Tak, i osta-