Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zgromadzony w komplecie przed Lordem Protektorem. —
— Powiedzieliśmy oskarżonym — odezwał się jeden sędzia — by z pośród siebie wybrali jednego na śmierć, ale oskarżeni jednogłośnie odrzucili naszą propozycję.
Oblicze Cromwella przesłoniła chmura.
— Nie, mimo to nie zginą wszyscy! Będziemy ciągnąć za nich losy. Wezwać ich tu. Ustawicie ich w sąsiedniej komnacie rzędem, twarzą do ściany, z rękami na plecach. Gdy staną tu — zawiadomić mnie.
Zostawszy sam, wpadł w głęboką zadumę.
W chwilę potem zawezwał ordynansa i rzekł:
— Przyprowadź mi pierwsze dziecko, jakie ujrzysz za bramą!
Żołnierz wrócił wkrótce, trzymając za rączkę małą Abby. Dziewczynka śmiało podeszła do Cromwella i bez najmniejszego wahania wdrapała mu się na kolana, ze słowami:
— Ja pana znam dobrze. Pan jest Lordem Generałem. Nieraz pana widywałam, gdy pan przejeżdżał koło naszego domu! Pana się wszyscy ludzie boją, ale ja się pana zupełnie nie boję.
Uśmiech rozjaśnił surowe cienie na twarzy Cromwella.
— Więc pan sobie mnie nie może przypomnieć? A ja pana wcale nie zapomniałam!
— I ja ciebie już teraz nie zapomnę; ręczę ci słowem honoru. Odtąd będziemy już zawsze przyjaciółmi.