Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przekonasz się, że wszystko dobrze się skończy. A przedtem, tatuńciu, dziś rano, gdzie oni byli?...
— Przed swem uwolnieniem na kilka godzin, osadzeni zostali w Wieży. Tam badali ich sędziowie, którzy stwierdzili ich winę — i wszystkich trzech pułkowników skazali na śmierć.
— Och, jacyż niegodziwi! Mamusiu, mamusiu droga, ty płaczesz? Nie płacz, mamusiu, przekonasz się, że oni nie umrą. Ale kończ już, kończ, czemprędzej, tatusiu, chcę wiedzieć koniec tej bajeczki!..
— Waham się właśnie, dziecino...
— Powiedz mi, tatusiu, czy ty znasz tych trzech pułkowników?
— Tak.
— Bardzo pragnęłabym ich ujrzeć. Ja bardzo lubię pułkowników. Jak sądzisz, tatusiu, czy chcieliby oni, abym ich pocałowała?
— Jeden z nich szczególnieby tego pragnął, — odparł drżącym głosem pułkownik. — Ucałuj mnie za niego.
— Dobrze, lecz i za tamtych, innych... Ja, tatusiu, gdybym ich ujrzała, tobym im to powiedziała: „Moi panowie, wiedzcie, że mój tatuś też jest pułkownikiem, i to bardzo odważnym. Postąpiłby on tak samo, jak wyście postąpili, tedy nie wstydźcie się swego czynu, boście dobrze postąpili.“

— Cyt!.. Cyt!.. Słuchajcie!.. — Wiatr li to?
— Nie! —

— W imieniu Lorda Generała — otworzyć!