Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A jeszcze lepiej byłoby uwolnić się od trupa. Ma przecież kilka dni czasu, może usunąć wszystkie podejrzenia...
Nagle rozległ się silny huk. Pericord zerwał się na równe nogi. To worek z cegłami, podnosząc się, zahaczył o belkę w suficie.
Przez uderzenie pękł drut, łączący aparat z maszyną, skutkiem czego ta spadła na ziemię. Pericord odjął koło, motor był cały.
Przez głowę przebiegła mu szalona myśl.
Teraz maszyna stała się mu ciężarem. Oto ma możność uwolnienia się i od niej, i od trupa.
Otworzył wrota szopy i poniósł trupa towarzysza.
Brown leżał pod gołem niebem. Zimne światło księżyca oświetlało go całego.
Wpobliżu znajdował się mały pagórek. Pericord, wdarłszy się na wierzchołek, położył ostrożnie trupa na ziemi...
Poczem wrócił do szopy i przeniósł z niej na pagórek koło, motor i skrzydła.
Palce mu drżały, gdy otoczył trupa Browna kołem stalowem, umocował skrzydła, pudło z motorem, połączył metalowe przewodniczki. W dwie czy trzy minuty potem drgnęły potężne skrzydła. Następnie cały korpus maszyny począł się wznosić, a wreszcie wzbił się do góry, oświetlony trupiem światłem księżyca.
Podnosząc się coraz wyżej, coraz wyżej — olbrzymi ptak posuwał się w stronę morza. Pericord, nie odrywając odeń oczu — patrzył za nim, za tym