Przejdź do zawartości

Strona:Marja Kossak-Jasnorzewska - Zalotnicy niebiescy.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.



AKT III.
Dekoracja aktu I-go. Okno otwarte, popołudniowe słońce. Dzwonek. Służąca otwiera.

 SŁUŻĄCA Pani doktorowa zaraz przyjdzie. Odchodzi drobnym krokiem.
 HERRUB Przechadza się, zagłębiony w myślach. Dostrzega leżące blisko drzwi, na krześle białe rękawiczki damskie. Patrzy na nie, długo — przyciska do ust. Słysząc kroki, szybko kładzie je na miejsce, i opanowany, spokojny idzie ku wchodzącej Noli.

SCENA 1: NOLA, HERRUB.

 Nola wita się z Herrubem.
 HERRUB Miałem wrażenie, że mnie pani potrzebuje. Czy to prawda?
 NOLA Tak, myślałam o panu, przyzywałam pana na pomoc. Siadają.
 HERRUB Źle pani wygląda. Nie była pani w kasynie ani dziś, ani wczoraj...
 NOLA Jestem rozbita... jestem skrzywdzona poraz pierwszy w życiu, panie Gabrjelu.
 HERRUB Wiem... rozumiem...
 NOLA Z głębokim smutkiem. Jastramb.
 HERRUB Z westchnieniem. Tak. No cóż robić. Tacy już oni są ci bardzo męscy.

 NOLA Ależ pan nie może chyba wiedzieć, o co mi chodzi.