Strona:Marian Gawalewicz - Dusze w odlocie.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


a to, do czego sam byłby zdolnym w danym wypadku, przypuszcza koniecznie u drugich i nie chce uwierzyć, że możnaby zrobić inaczej, tylko tak, jak onby sam zrobił.
Ale ja nie o tem miałem pisać, tylko o tem szczególnem spotkaniu się Lewońskiego z Gierdą.
Przyszedł tu do mnie wczoraj, w południe samo, ojciec panny Mini dowiedzieć się, czy nie wiem kiedy wraca Dunin, który tam leczył i natrafił właśnie w przedpokoju na Banasiową; kazałem sobie codziennie teraz przynosić wiadomość, jak tam noc przeszła i jak się stary czuje od rana.
Baba się ze mną w rozmówki wdaje, jakbym był co najmniej jej kumem, i ciągle mnie wypy-