Strona:Marian Gawalewicz - Dusze w odlocie.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jest; przynajmniejby człowiek umarł, wiedzący o sobie.
Operacya się udała, zabandażowaliśmy jej rękę i zbudziła się, jakby po obcinaniu paznokci nie palca.
Nie chciała wierzyć, że już po wszystkiem, dopiero na nasze zapewnienie płakać zaczęła i lamentować:
— O Jezusie, Jezusieńku... cóż ja sierota na świecie pocznę?... Z dziesięcioma palicami nie mogłam na kawałek chleba zarobić, a jakże sobie teraz dam rady z dziewięcią tylko?...
Koledzy się z niej śmiali, ale mi żal było kobiety, bo kaleką została.
Ach, Boże, Boże, czemuś mi nie dał majątku!... mniejby Cię