Strona:Maria Sułkowska - Tristan II.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


TA KTÓREJ NIE ZNACIE...

Przez salę przeszła zamglona,
Gasząc swą piękność dziewiczą,
Jakby ją w obłok Junona
Skryła przed czcią napastniczą.

Patrzę: to leśna Dryada,
Rzuciła źródła, paprocie...
I drobną swą rączką bada,
Czy nie zgubiła w przelocie
Czapeczki, którą Aryele
W leśnej podały jej grocie,
Ażeby chodziła śmiele,
Przed ludzkim wzrokiem ukryta...
Wtem cudny uśmiech wykwita,
Jak róża jutrzenki blada,
W całem wiośnianem jej ciele: