Strona:Maria Rodziewiczówna - Rupiecie.pdf/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wziął do rąk dubeltówkę, ciężką, staroświecką, niepokaźną, i na jej cynglu położyszy dłonie, zapatrzył się w nią, uśmiechnięty.
— O niej to nikt nic nie zapisał. Ot tamte — to mają historję. Służyły pod wielkimi wodzami, widziały chwałę. Ho, ho — legjony, 12 rok i 30. Widzisz, misterne są, drogocenne. Może Angliki je także kupią — moja to nikogo nie złakomi. Może które z was uchowa — na pamiątkę. Służyła uczciwie, miłowaliśmy się z sobą! Poznasz je, jak mnie nie będzie?
— Poznam! — rzekł chłopak biorąc broń, i opatrując ją z zajęciem.
— To i zapamiętaj; zapisz sobie i tak mów: Dubeltówka z 63 roku, z partji Rogińskiego. Mój dziad nie dał jej sobie odebrać do ostatniego naboju!
Sięgnął znowu do skrzyni i począł układać przetartą broń, porządnie, okręcając ją pojedynczo w irchowe pokrowce. Potem skrzynię zamknął — i dwie szable owinąwszy w połę, z lamusa wyszedł.
— Szkoda je oddawać! — szepnął chłopak.
— Ciebie większa szkoda! — rzekł stary.