Strona:Maria Rodziewiczówna - Rupiecie.pdf/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— I poco ta rudera bez użytku? Żeby w nim chociażby lodownię zrobić, a tak — to tylko fantazja. A nam nie wolno fantazjami się rządzić, musimy fantazje przeszłości odrabiać.
— Niewiele miejsca lamus zajmuje. Jak już nigdzie nie będzie u ciebie na polu chwastu, to ci pozwolę go zwalić.
W jakiś czas potem synowa przypuściła szturm.
— Ten ojca lamus zakrywa widok na staw. Możeby go przenieść w ten kąt, gdzie węglarnia.
— Przenieś sobie dom do pięknego widoku, a lamus niech stoi, gdzie stał.
Stanowczo stary pan na punkcie lamusa był nieprzystępny rozumnym prośbom i projektom.
Myślałby kto, że trzymał w nim jakieś skarby, ale wnuki zbadały dawno, że skład to był starych gratów. Dzieci zaglądały często przez zakratowane okienka. Stały tam stare kufry, sprzęty połamane i zakurzone, leżało jakieś żelastwo — nic warte rupiecie.
Dzieci było troje: dwóch chłopców i dziewczyna. Póki to było małe, urwisowało i śmiało się ochoczo, a lgnęło do dziada,