Strona:Maria Rodziewiczówna - Kwiat lotosu.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.




X.

I poszli!
Poszli w świat szeroki, obcy, różnobarwny; i przebyli na włóczędze bez planu i celu ośm najpiękniejszych, najbujniejszych lat życia!
Gdzież ich nie było!...
Widziały ich prerje amerykańskie i lodowce bieguna, koszary różnych krajów i dżungle Gangesu, zalewy Amazonki i stepy Azji środkowej.
Poznali miasta, wielkie jak kraje, i śnieżne chaty Eskimosów; doznali nędz i chorób tysiąca; borykali się ze śmiercią, co szła na nich z zatrutych strzał i szponów tygrysich, z mrozów polarnych i duszących wyziewów trzęsawisk równikowych, z gazów kopalni i odmętów oceanu.
Nauczyli się piętnastu może żargonów i zwyczajów narodów wpół dzikich, żuli prymkę i betel, palili opjum i konopie, żywili się tranem rybim i pysznemi owocami Wysp Azji południowej.
I szli z miejsca na miejsce, z awantury jednej w drugą, jeszcze gorszą, z zajęcia do zajęcia!
Bert uważał się w tej spółce i kompanji za głowę i wodza, dlatego zapewne, że najwięcej pił, najbrutalniej przeklinał, znał wszystkie kryjówki i wykręty i posiadał, obyczajem marynarskim, aż trzy żony, roz-