Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tylko tydzień posiedzeń; niech się pani poświęci. Wykończenie i akcesorya zrobię już bez pani, ale tego tygodnia nie ustąpię.
— Rada pani mnie się pozbyć, uważam.
— Bynajmniéj, ale musi pani odpokutować Ostendę.
— Cóż mam robić? Przyjadę, pod warunkiem, że pani mnie będzie bawiła. No, do widzenia zatém.
Już ubrana, podała artystce rękę w bardzo eleganckiéj rękawiczce i dodała z wabnym uśmiechem:
— Bardzo-bym rada i po skończeniu portretu pozostać w gronie znajomych pani.
Magda ukłoniła się w milczeniu i uścisnęła podaną dłoń. Potém przeprowadziła baronową do przedpokoju i wróciła do roboty. Malowała pilnie, korzystając ze świeżéj pamięci, zajęta wyłącznie swém dziełem, które coraz doskonaléj występowało, jak żywe, na płótno.
Krótko jednak dano jéj pracować, bo majorowa wpadła jak burza.
— Myślałam, że tu zanocuje! Czy sfiksowała? Nie wié, że w każdym porządnym domu ludzie są głodni o trzeciéj? Obiad przepalony, na nic! Chodźże prędzéj! Już tylko patrzéć, jak Oryż z Sylwestrem się zjawią.
— Daruję im moją porcyę. Patrz, czy dobrze?