Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czycie. Należałoby ostrzedz pana Filipa. Rotmistrz, gdy sobie pałkę zaleje, bywa straszny.
— Ja się do tego nie wtrącam! — zawołała Osiecka. — Błazen, nas się wyrzekł, Magdę oszkalował: progu mego więcéj nie przestąpi, ani téż chcę wiedzieć o jego romansach i awanturkach. Nawarzył piwa, niech pije.
Berwińska spojrzała na Magdę. Miała twarz zupełnie spokojną. Pomyślała więc, że Filip musiał ją utracić ostatecznie.