Strona:Maria Rodziewiczówna - Czarny chleb.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Łgałem. Szoll mnie nie zna. A jeśli i wyżyje, to czem będę? Stryczek dla mnie, albo majcher!
— Cicho, cicho! Nikt nic nie wie, nikt się nie dowie. A ty będziesz kolegą Szolla. Takeś chciał przecie.
Niekrasz załkał tylko i spalone wargi przytulił do twardej ręki starego.