Strona:Maria Rodziewiczówna - Światła.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SKRZYPEK.

Był sobie raz jeden grajek, na pańskich i królewskich. dworach grywający, sławniejszy nad króle, potężniejszy nad rycerze, możniejszy nad magnaty. Po wszej ziemi znane było imię jego, a od gry jego ludzie głowy tracili, a on chadzał we złocie i gwiazdach, z królami biesiadywał, a skrzypce jego nosili paziowie w purpurowych osłonach, jako monarsze znaki.
A miałci ten mistrz pacholę służebne, znajdę-sierotę, które miłował, bo mu było bardzo wierne i prawdę zawsze mówiło. I ze wszech ludzi to pacholę nie traciło głowy od muzyki mistrza i na hołdy patrzało obojętnie.
Znalazł je raz mistrz, jak się jego skrzypcom przyglądało, i rzecze:
— Cóż ty! Przecie dziwujesz się mocy mej, że z tego drewna takie cuda wygrywam?
A pacholę rzecze: