Strona:Maria Rodziewiczówna-Dewajtis (1911).djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie! Może wy?
— Oj nie, Marku, nie! Ale mnie troska zjadła przez ten czas! Nieszczęśliwemu nie iść między ludzi.
— Macie, coście chcieli...
— Tak każdy powiada: Żonę masz piękną i dostatki. To prawda, ale doli niema. Co ja teraz? Parobek u Wojnata. Przed ślubem moją ziemię kazał sobie zapisać, niby w dzierżawę, inaczej nie dawał Marty, a teraz precz wypędza. Jabym sobie dał radę, ale z kobietą! Do ostatniej kropli krwi pracować będę, ale jej robić nie dam! Ot moja dola i dostatki!
— Takeście chcieli! — powtórzył nieubłaganie Marek.
Gral głowę zwiesił, ociągał się, jakby odejść chciał, ale szedł przecie.
— Pomóżcie mi! wyjąkał przecie.
Olbrzym spojrzał nań przelotnie.
— Ja do Wojnatów za wami nie pójdę! — zamruczał.
— Uchowaj. Boże! — zaprzeczył Łukasz. — Ja lada dzień do swojej chaty się przeniosę. Roboty mi trzeba tylko! U was, Marku, tyle majatków i handlów, dajcie mi służbę! Martę zostawię, sam pójdę dla niej po chleb!
Czertwan znów spojrzał na niego. Dziwny los! On to miał dać chleb dla Marty: przychodzili o pomoc do odrzuconego, skrzywdzonego, jak wszyscy. Za ten chleb oddadzą mu kamieniem może, jak wszyscy.
— Jak bracia żyliśmy tyle lat! — mówił smętnie Łukasz. — Chodziliśmy razem z pieńką[1], i ze zbożem i z wołami. Znamy się dobrze od dziecka! Wiecie, żem trzeźwy i uczciwy. Nie było między nami żadnej waśni. Wam się wszystko wiedzie, a u mnie w ręku się łamie, co wezmę! Będę teraz jeszcze tężej pracował, bo nie sam jestem, a Marcie chciałbym nieba przychylić! Ot! ona tego nie mówi, ale często płacze, a mnie strach, że jej szczęście popsułem. To mi najgorsza troska! Pomóżcie mi po bratersku, jak dawniej!
Wiele słów cisnęło się Markowi na usta, więc po swojemu milczał i żadnego z nich nie powiedział, tylko wreszcie odparł krótko:
— Dobrze, pomogę!
Gral aż pokraśniał: podniósł głowę, ożywiony nadzieją, a Marek przystanął około kapliczki na rozdrożu i ozwał się:
— Znasz jezioro Wiłajki?
— Znam! — odparł, mimowoli prostując się służbowo.

— Pójdziesz tam. Słyszałem, że dzierżawca umarł. Zobacz tonie, pogadaj z rybakami i pójdź do właściciela. Można dać sto rubli drożej niż Żydzi! Oto zadatek, spisz

  1. Pieńka — konopie (ros.: »pieńka«).