Strona:Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Surowy jedwab.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do gwiazd w oknie mrugamy skrycie,
i daleka odpowiedź błyska:
„Straszne jest życie!“

Czasem kaszle Margueritte. Nie lubię,
gdy płuc skargą wybucha namiętną.
Chwytam jej rękę w przegubie
i liczę tętno.

Jej gorączka podnosi i moją ciepłotę,
a mój krzyk będzie echem jej krzyku,
gdy otworzą się przed nią drzwi złote
niebieskiego Panopticum.

Dzięki Bogu jestem jeszcze zdrowa,
ale ona ma bronchitis i anemję...
jeśli zechce opuścić tę ziemię,
to jej trumna będzie kwadratowa.

O ile nie zaprzeda nas ojciec lub matka
do muzeum dziwolągów wszelkich ras.
Tam, za szybą, wychylimy kielich do ostatka,
my, zawstydzony szkielet:
— Les Soeurs Siamoises —