Strona:Maria Konopnicka - Szkice.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wieści jego świadczą, jak czujne oko miał na wszystko, co ubytkiem i omdlewaniem sił naszych być mogło, i jak ubytkowi temu pilnie zabiegał. Jakoż, cały szereg Sienkiewiczowskich kreacyi jest właśnie takiem garnieniem oburącz, — rozrzuconego, zaniedbanego paliwa na ognisko życia. Jest szukaniem i zbieraniem wszystkiego, co je zasilić może, i co je zasilać powinno.
Wynajduje on i ukazuje nam ów marnowany podpał życia, to w wiejskim muzyczku onym, tak właśnie ubitym, jakby kto ubił słowika, że tu przypomnę Janka Muzykanta; to w Wawrzonie Toporku i Marysi »Zorzy rumianej« idących precz z Lipiniec »za chlebem« a ginących w męce i tułactwie; to w wątłym płomyku chwiejącym się w piersiach umęczonego na duszy i na ciele dziecka, które umiera, gdyż przymusowa nauka w języku zaborcy tragedyą się dla niego stała; to w potężnej pięści »Bartka« który na rzecz zaborcy tego zostaje Zwycięzcą; to w onych, śmiertelną siecią krzywd, zdrad i obojętności oplątanych nieszczęśnikach, Rzepie i Rzepowej, którzy giną dlatego, że ani ciepłem, ani