Strona:Maria Konopnicka - Szczęśliwy światek.djvu/09

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lekcya Emilki.


Moje panny! — Proszę siedzieć spokojnie i uważać na wszystko, co mówię. Żadnych minek, żadnych szeptów! bo to nie żarty, to lekcya! Chińczyk! Czego się śmiejesz?... Otwieram elementarz na chybi trafi. Młode osoby w waszym wieku, moje panny, powinny znać litery na wyrywki.
A więc — T... Proszę się przypatrzeć, jak wygląda ta litera! Wszak ładna? Wiele dobrych rzeczy zaczyna się od tej litery. I tak:
— Truskawki! Śliczne, rumiane, rosną w naszym ogrodzie zaraz za porzeczkami. Chińczyk! Czego się śmiejesz? Że wiem, gdzie rosną, to jeszcze nie dowód, żebym tam biegała je rwać! Łakomstwo, mówi Mama, jest brzydką rzeczą. Czasem, przechodząc, schylę się po którą, ale tylko po dojrzałą; a jeśli mi droga często tamtędy wypadnie, to już takie zdarzenie!

Maria Konopnicka - Szczęśliwy światek (1895) page 09a.png

O czemżeśmy to mówili... Ale! T... Tabakierka! jest to małe pudełeczko z ciemnego drzewa, wysadzone masą perłową, z którego Dziadzio zażywa tabakę. Tabakierka nie zawsze jednakowo wygląda. Stary Paweł, gajowy, ma tabakierkę z brzozowej kory, z rzemyczkiem do podnoszenia pokrywki, a Ksiądz proboszcz ma tabakierkę grającą: gdy się ją nakręci, wygrywa krakowiaki i mazurki. Ale czy z takiej czy z owakiej tabaki zażyć, zawsze w nosie zakręci i... psik! Trzeba kichnąć... Chińczyk! Cóż tam za