Strona:Maria Konopnicka - Nowele (1897).djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


het... aże za morzem!.. To ci Walek powiedział, że idę?
Podniosła głowę.
— A ino...
— Kiedyż on tam do was zaszedł?
— Na drodzem go spotkała...
—To gdzieżeś szła?..
Ogień buchnął na nią.
— Tak szłam...
Przypomniała sobie, poczuła raczej, że dotąd ściska w szmatce pieniądze, które za duszę jego niosła. I mimowoli, owszem, jakby z musu jakiegoś, rzekła:
— Zaduszki dzisiaj...
Westnął na to żołnierz.
— Wieczny odpoczynek racz im ta dać Panie, a światłość wiekuista niech im ta świeci!
— Ament!... — dokończyła Krysta cichym głosem.
Ale on już głowę podniósł, rozśmiał się, i spojrzawszy przez groblę ku wsi, rzekł:
— A to ci z chałup dym wali! Abo baby chleb pieką, abo co?... Widzisz Krzysia?... Jakże?...
I nie czekając odpowiedzi, mówił dalej:
— A witaj, przewitaj, ty dymie siwy!.. Dymie jałowcowy!... Hej!... Hej!... A ja już myślał, co się nijak nie dobiję do chałupy... do ciebie!... A dziężkaż ci Boże!.. A pódźmaż sporzej, Krzysia! Matka wiedzą?