Strona:Maria Konopnicka - Na normandzkim brzegu.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale podobno raz, Hanysek jeden po arak posłany, przykucnął między szleperami i zjeżdżał chyłkiem na Łabęckiej, kiedy się winda urwała.
Temu grali, bo go na dziewiątego dorzucili przy pochowie ośmiu dużych trumien.
Ale to dawno.
Paradują wprawdzie do dziś dnia tem graniem ci z »Łabęckiej«, wypominając je przy każdej zwadzie, z Paryżakami zwłaszcza. Ale taki Paryżak tylko ręką machnie. Bo cóż, że się tam raz kiedyś zdarzyło!
Gdy jednak Hanysek tężej zaweźmie się na życie, a jeszcze i ospę przetrzyma, wtedy sobie ze świata kpi i hanyskuje aż do lat czternastu. Zaczem znika z powierzchni ziemi i zwolna przemienia się w szlepera.