Strona:Maria Konopnicka - Na normandzkim brzegu.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w ruchu, i ten krok ogromny, jakim się bierze przez topiel iść — wierząc.
...Pamiętam was, wirtuozy małe!
Pułap niski, bielony; drobne okienko tonie w zieloności i kwieciu geranium. W ubogich ramach na ścianie bitwa jedna, druga. Stare, pożółkłe sztychy, dymiące z dział branych gołą ręką, gdzieś wprost z pod bagnetów...
Pod oknem fortepian dziwacznej struktury, lipową deską kryty, kozłami podparty. Wprost niego, pod sztychami, skrzypce i altówka.
Na fortepianie, na lipowej desce czarny niedźwiadek na dwóch łapkach stoi, nad bębnem zawieszonym u karku, pałeczki wzniesione trzyma... Na stole srebrzystej mietlicy i polnych dzwonków pęk, porzucony jak byle, rozsypany...
Przy fortepianie, przed klawiaturą bardzo wązką i bardzo pożółkłą, tak jak przybiegł wprost z pola, boso, bez spencerka, w szeroko odrzuconej u szyi ko-