Strona:Maria Konopnicka - Na drodze.djvu/319

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


senny. Chłopi głowy odkryli, baby poklękały, a Franek mówił dalej:
...Od powietrza, głodu, ognia i wojny, zachowaj nas, Panie!
...Od nagłej a niespodziewanej śmierci, zachowaj nas, Panie!
...Od morskiej i wszelakiej nawałności, zachowaj nas, Panie!
...O spokój gniazdom naszym, prosimy Cię Panie!
A jako zawsze głupi był, tak i tę modlitwę teraz na swój sposob zmyliwszy, wstał, świetliste oczy na powietrze podniósł i między ludźmi przeszedłszy ku rzece się puścił.