Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/470

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


może, było wsłuchiwanie się w głosy natury niezepsutej, które nie powiem, żeby mi się udało oddać w słowie:

„Z ust tych słyszane potrącam słowa,

Lecz się wiernością wielką nie chwalę:
Kryształem była śpiewaka mowa,

A w moim męty ujrzysz krysztale”.

..Są dusze, do którychbym pielgrzymkę piechotą odprawił rad, jak do cudownego miejsca...
...Wiesz co o Jeżu powiem? Ma on takie struny stepowe, jakich ani Bohdan, ani Goszczyński nie znali... Tkliwa, a mocna dusza, widun osobliwy, nad szeroką stepową lirą wietrzną siłę zaklęć ma...
...Po zgonie Józefa (Kraszewskiego) ciężko mi i uspokoić się nie mogę, jakbądź życzyłem mu śmierci, patrząc na ciągłe konanie; jednej chwili nie było, w którejby nie cierpiał. Strach! wszystko było zrujnowane i tylko wolą trzymał się ziemi — gwałtem żyć chciał...
Z Warszawy piszą mi, że tam go obrabiają teraz biedaka, odmawiają zdolności, pomiatają... Ależ bo my posiadamy osobliwą skłonność do pogrzebów! Pochowamy świetnie, a potem na grób naplujem. Grzebiemy prochy i grzebiemy ducha, pro bono jakiegoś nowego Zyganta (niby olbrzyma) i na cześć takowego pisząc, świszcząc, wierzgając, wyprawiamy hekatombę z biednych stu cieląt przeszłości..