Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/457

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w odsłonięciu pomnika Mickiewicza, i na uroczystość tę przygotowywał różne poezye, z których jedną przeznaczał na przedstawienie teatralne. Miał także zamiar udać się do Lwowa i tam pozostać aż do przyszłej wystawy, a nawet nie był od tego, aby się tam na dobre osiedlić. Tak przynajmniej domyślali się przyjaciele jego. Sam poeta wszakże zdecydowany co do tego nie był. On nawet na proponowany mu we Lwowie odczyt nie bardzo przystawał i z myślą rychłego powrotu do Florencyi się nosił.
...„Moi poczciwi lwowianie — pisze do mnie w pierwszych dniach stycznia tego roku — ucieszyli mnie życzeniami ilustrowanemi:

Ach skądże tyle wzięło się miłości?
Czy Anioł niebios na tej ziemi gości?

Do Galicyi wyrwałem się ze słowem, że pojadę, ot, by coś odrzec przecie na przysłane mi powinszowanie. Może, że i pojadę, ale nie na robienie wizyt. Przycupnę gdzie w lesie, że nikt się o mnie nie dowie. Odczyt... ehe! ale ba! tożbym się wybrał! Nie — niech młodzi probują sil swoich, niech wyzywają do walki; staremu nie czas, nie czas... Ale dość. Zobaczymy. W żadnym razie głosu zabierać nie będę. Do Lwowa wpadnę na parę dni, a potem, jakem się zapędził, tak powrócę na Montebello, chyba, żebym — co nieśmiertelnym się zdarza — śmiertelnych doświadczył losu i kości moje na Łyczakowskim pozostawił cmentarzu.”