Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/443

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


odebrał. Interes jest ważny dla mnie, bo idzie o odpowiedź, czy mu się podoba moja grupa (Stargane struny lutni), której fotografię przesłałem, i czy zgodzi się, żeby była odformowana w bronzie za cenę choćby tylko odlewu. Szkoda byłoby, gdyby się zmarnowała, a zmarnieje, gdy stąd, na co się zanosi, wyjadę. Nic mi się nie wiedzie i każda przędza rwie się w ręku... Tyle pracowałem w ostatnich czasach, i żeby też najmniejsze poparcie... nic i nic. A. cóż za kraj taki? Ha, trudno. Za to mi kiedyś napiszą epitaphium, pełne użaleń“...
A owo jeszcze:
— „Wiersze moje, jak „Modlitwa“, „Hymn do Bogarodzicy“, wydrukowano, jako pozostałość po Wacławie... Jeden z moich wierszy: „Cztery rzeczy do rzeczy“ wydrukowano w wydaniu pośmiertnem Pola, (widać tak zła rzecz ta nie była!). Kiedyś znów użyto mojego imienia dla jakiejś złotej księgi. A co chcesz? Wina leży na nieobecnych. Faber sum...“
I jeszcze:
— „O wpływie liry mojej niema co i mówić. Lira moja żadnym wpływem się nie cieszy. Wieś, lud, jak w kalejdoskopie przesuwający się przed oczami duszy mojej, nic o mnie nie wie; inteligencya zaś policzyła mnie pomiędzy jątki, efemerydy, które powstają nad wodą przed wschodem słońca i w jedną minutę po wschodzie zdychają. Trochę to podrażniło moją miłość własną;