Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/440

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mując możność bezpośrednich, natychmiastowych wyjaśnień. W tej perspektywie, jaką tworzyła odległość owa pomiędzy nami a poetą, najmniejsze zaniedbanie wyrastało na złą wolę, najmniejsze zapomnienie na krzywdę. Co mówię, często nawet mniej do miary zastosowana pochwała przybierała pozory szyderstwa, ironii, tak dalece wzrok oddalonego zaostrzał się, i samem wytężeniem zmęczony, w barwach nieistniejących widział stosunki życia.
Oto dowód.
— Do pism warszawskich, że nie pisuję — pisze Lenartowicz w styczniu 86 r. — powód najważniejszy omyłki drukarskie, które tak parodyują każde słowo, że to do rozpaczy doprowadza — czasem wszakże nietylko bywa zecerow wina, ale i złośliwości kolegów szanownych, I tak, proszony przez redakcyę X, posłałem na nowy rok wiersz, naśladowany z greckiego (Homera) następny:

Oto mieszkanie dobrego człeka

Pochwalne głosy słychać zdaleka.
Jak się tu stary obyczaj święci,
Opowiadają słudzy, klienci.
Niechże w otwarte wrota ubogim,
Fortuna wchodzi ze złotym rogiem,
I nie opuszcza pańskich podwoi;
Niech spichrze przednią mąką się bielą,
Amfory winem oko weselą,

A żadna w kącie próżna nie stoi.