Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/383

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


natychmiast przy następnym kramie z głośnym okrzykiem podziwu:
Jojmene! To vam dożniki![1]
I aż głową chwieje na widok ciemnozielonych i granatowych parasolów, zakończonych lampasem żółtym i czerwonym.
Wtem druga:
A każe na deż...[2]
A tamta już gdzieindziej pojrzawszy:
To wam zapestnice![3]
A kupiec zachęcająco:
Obijskejte! Obijskejte! Prosim w prodajolnico! — Żeby niby sobie te wszystkie cudności bliżej obejrzały w sklepie.
Więc jak już baba całkiem rady sobie dać nie może, a z chłopem idzie, to się na niego obejrzy mile, czy też da jej kupić.
A chłop filuternie:
Nima drobiża![4]
Ale się i taki trafi, co tylko splunie i krzyknie:
Aj, neumna babja viera!

A nie wie, że i sam w tę pastkę wpaść może. Idą dalej, a tu wielki napis: „Rasprodaja angleskoga blaga.”

  1. Parasole.
  2. A ma się na deszcz.
  3. Mankiety.
  4. Drobnych.