Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wało bohaterów toru; a kiedy za ukazaniem się tuluzyjskiego Languedoc’a ozwał się wśród murów Delie Grazie szmer uznania, można było z górę wiedzieć, że nie kto inny, tylko ta nieporównana ośmiowiosłówka weźmie wielką nagrodę królewskiego domu, złotą, pysznie rzeźbioną czaszę.
Ta to dopiero publiczność przeróżnych odcieni dawała razem z biegami łódki dopełniające się wzajem widowisko, któremu, aby się przyjrzeć, najlepiej było wyszukać sobie lekką barkę, Maryę albo Cechinę — każda barka ma tu imię Marya albo Cechina — i dobrawszy przewoźnika gadułę, dać się kołysać morzu, zblizka i swobodnie patrząc na tę nieporównaną, skąpaną w modrych światłach, scenę.
Po łodzi francuskiej, która była tryumfatorką w najwalniejszym biegu, brały metę łodzie włoskie różnego kalibru, a także łodzie belgijskie. Flaga hiszpańska za to szczęścia jakoś nie miała. Z miast włoskich Turyn wziął pierwsze zaszczyty, a czarne oczy pięknych mieszkanek „Szczęśliwej Arabii” z zachwytem chodziły za każdym ruchem jego pysznych wioślarzy.
Mniej licznie, niżeli wioślarskie, ale także imponująco rozpowszechnione są we Włoszech towarzystwa gimnastyczne.
Szczególniej górne Włochy, bliższe Szwajcaryi, sławnej z swoich „Turnerów,” pomyślnie rozwijają swoje towarzystwa.