Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/207

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


we Florencyi, „Lombardya” w Medyolanie, „Caprera,” „Esperia” i „Armida” w Turynie, „Il Remo” w Liworno i wiele jeszcze innych, które na kolumbijskie regaty wszystkie do apelu stanęły.
Można sobie wyobrazić, ile tu ambicyi, sympatyi, zawiści i pożądań było zainteresowanych. Dodać do tego trzeba, że wioślarstwem i wioślarzami zajmują się w szczególny sposób damy. Jakoż każde kółko ma swoją „patronessę,” która, jeśli nie zawsze jest piękną, jak bóstwo, zwykle tednak bywa bóstwem dobroczynnem, gdyż „patronessy” wybierane są z pomiędzy najbogatszych i najświetniej utytułowanych dam włoskich. Rzecz prosta, że panie te, honorowane bywają na regatach w szczególny sposób: one też jedne zajęły miejsce w wielkiej królewskiej trybunie, obok władz municypalnych i admiralicyi. Nie utrzymuję, żeby ta galerya była osobliwie ciekawą. Uroczyści panowie i sztywne damy tworzą razem doskonały „świat nudów,” od którego odbijają humorem boczne ławy amfiteatru, pawilon prasy, pawilon Jury, a nadewszystko wielki taras portowy, zapchany przez publikę bezpłatną, która bawi się, wachluje, śmieje, kłuci i przepycha, pomagając w przerwach widowiska zawieszać nad balustradą chińskie latarki do iluminacyi wieczornej.
Dobry humor dochodzi wszakże kulminacyjnego punktu na pokładzie stojącej wprost tarasu