Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ta „diceria” — jak tu mówią — odrazu poprawiła humory; a kto wie, jak dalece usposobienie ulicznej gawiedzi wpływa na fizjognomję miast włoskich, ten łatwo pojmie, ile Genua na ożywieniu, po takich pogłoskach zyskała. Śpiewa to wszystko, śmieje się, bandami chodzi i gardła po „fiascheteriach” dziś już płucze na rachunek hojności królewskiej.
W takim to nastroju miasta i na tle takich alternatyw pociech i kłopotów odbyły się tu trzy świetne turnieje.
Pierwszy stanowiły międzynarodowe regaty, które podzielono na trzy wielkie działy: żaglowców, parowców i wiosłówek.
Wyścig żaglowców był niezmiernie interesujący. Genua ma istotnie wszystkie warunki do tego rodzaju igrzysk. Lekko zgięty półpierścień jej zatoki tworzy przepyszną, rzadkiej piękności linję amfiteatralną, z której każdego punktu objąć można okiem niezmierny obszar morza, od Spezzii niemal aż gdzieś po francuzkie brzegi.
Jest to najczystsza linja klasycznych teatrów. Tor wyścigowy szedł od wschodu ku zachodowi i tworzył podstawę tego olbrzymiego łuku.
Przez pięć dni budziły miasto salwy z dział na „Molo Lucedio,” a kiedy opadły dymy, na pełnem, wysokiem morzu ukazywały się wielkim białym ptakom podobne statki, które, ciągnąc za sobą świetne smugi przez szafiry fali, przesuwały się od Riviery „Levante” ku Rivierze „Ponente”