Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


królewskiej pary do wszystkich ziem, krajów, wysep, jakie w zamierzonej z Palos wyprawie odkryte zostaną. Ich Katolickie Moście słuchają siedząc nieruchomo. Kolumb stoi. Jest to chwila, w której można mu się przyjrzeć bardziej szczegółowo. Kolumba wyobraża książe Giulio Centurione-Scotti, potomek jednego z najstarszych rodów Genui, którego przodkowie nietylko tu bywali dożami, jak Prosper Centurione w XVI-ym, a Giambattisto w XVII-ym wieku, ale nawet dożostwem gardzili, jak Giorgio Centurione w 1623 roku na godność tę obrany, o którym Casoni krótko w kronice swojej powiada: „Non accetto il Dogato.”
Książe Giulio, ucharakteryzowany według jednego z najlepszych starych sztychów, przedstawiających Kolumba, ma na sobie krótką wierzchnią suknię z ciemno-zielonego aksamitu na szarej, obcisłej, luźno puszczoną.
Włosy jego przypruszone już siwizną, twarz jest zmęczona, trochę może kobieca, miękka, w postaci zbyt mało energii i woli, ruchom brak życia i inicyatywy. Wogóle wątpić można, czy taki Kolumb odkryćby mógł nowe światy.
To też kiedy z rąk króla bierze swoją admiralską buławę, czyni to tak mdło jakoś i tak od niechcenia, jakby sam w swoje zadanie nie wierzył. Nie przyklęka przed królem, zaledwie pochyla się nieco. Spodziewam się! Centurione przed panem Sartorio, którego nazwisko zdaleka noży-