Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w tak przyjazną dla siebie atmosferę wkroczył dwór, rycerze i świetni panowie, o żadnej etykiecie, rzecz prosta, nie było już mowy.
Don Fernando był wybornym królem XV-go wieku; znaczy to, że przypominał wielce króla dzwonkowego. Co do Donny Isabel, ta miała najczarniejsze z katolickich oczu, jakby powiedział Heine, a dokoła ślicznej twarzy tycyanowski obłok blado-złotych włosów, na których królewski dyadem błyszczał, jako nów miesięczny.
Dla wiadomości pań Kastylii i Aragonu podaję, iż królowa przywdziała w dniu owym suknię aksamitną szczeroszafirową, tudzież noszenie z pereł i drogich kamieni. Królowa była blada, lekko zadumana, a jeśli jej co zarzucić można, to chyba jedno: nie umiała trzymać berła.
Królewiczątko już buńczuczne i harde, jak podrosłe orlę, trzymało się lewicy ojcowskiej, mając na sobie nadobną szatkę z wiśniowego aksamitu, misternie srebrem szytą, krojem, jakim się ubierają dworskie pacholiki, ku myśliwskiej uciesze w noszeniu sokołów ćwiczone. Ze to jeszcze młode paniątko wszelako i tylko co z rańtuchów niewieścich puszczone, więc zaraz przy niem siadła mamka jego, pani Joanna Della Torre, cała od złotych lam błyszcząca w słońcu, jak jaskier na rosie, a za nią młoda powierna królowej, Beatrycze Bobadilla, markiza da Moya, którą stroił żywy szkarłat, od bramowanej złotem, daleko za