Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


daljony ostatnich papieży w wielkim fryzie, obiegającym nawy bazyliki św. Pawła „za murami,” aby uznać nieskończoną wyższość mozaik rzymskich, leżącą nadewszystko w ich sile, w ich monumentalności, nad temi florenckiemi cackami, któreby raczej do inkrustacyi zaliczyć należało. A propos inkrustacyi. Jest w Torre del Greco szkoła ludowa tego rodzaju wyrobów, która eksponuje śliczne biurko damskie. Biurko to możnaby nazwać: co morze dało. Nie widać tam bowiem drzewa, a tylko szyldkret, koral, lawę i perłową masę. „Tryumf Afrodyty,” wykonany z niezwykłą subtelnością, zdobi ten królewski sprzęcik.
Neapol, jak zwykle, zasypuje koralem wystawę. Prawdziwie interesujący jest jednak tylko ten nieobrobiony: sycylijski szary, jakby opleśniały, i czerwony ciemny z Sardynii. Piękny jest także koral z Capoverde, płaski w rozgałęzieniach swoich, jak rogi daniela. Masę perłową traktuje Neapol jak kamee, rznąc obrazy całe w wielkich o cudnym połysku muszlach, które wstawia w ciemne plusze. A teraz psst! Coś dzwoni, szemrze, szeleści... Cofasz się, myślisz, żeś potrącił kryształową strunę. To nic, to tylko „Catenella venetiana,” łańcuszki weneckie, drżące jak mimozy i same przez się, choć zamknięte w gablotce, własną subtelnością w ruch wprawione, dźwięczą. Wenecya zawsze występuje z jednem i tem samem, ze szkłem i z biżuteryą; ale z jakiem szkłem i z jaką biżuteryą! Słynne genueńskie filigrany