Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


światem zjawisk, które tu odkrywał przed słuchaczami swymi Volta i Spalanzani, wielki nasz rodak deptał nieraz w zadumie, pełnej młodzieńczych marzeń i porywów, te same szare kamienne płyty, na które teraz polak oczy w zawstydzeniu spuszcza. Tu był, tu czuł, tu myślał, tu biło jego wielkie, miłujące prawdę i naturę serce, a gdzie ślady po nim?
Niemcy i włosi mniejszym daleko pokładli tu marmur i granity, dbali o sławę narodu swojego; ale nie uczynili tego polacy dla męża, który jest ich chlubą.
Sto lat upływa.
Czy nie byłby to właśnie czas, ażeby tu położyć chociaż skromny kamień pamiątkowy, i skoro nas na posągi nie stać, prosto wyrytem imieniem Jędrzeja Sniadeckiego zapisać tu nasze tytuły do wspólności w zaszczytach rozwoju wiedzy, razem z innymi narodami? Czy lekarze nasi nie powinniby się poczuć do obowiązku tego w pierwszej linii? Czy tuż przy nich, nie mogłyby stanąć w tem pięknem dziele matki polskie, którym Sniadecki dał do rąk niezapomnianą swoją księgę: „O fizycznem wychowaniu dzieci?”

I czy nie należałoby w tem przedsięwzięciu, którego zaniedbaniem sami siebie ubożymy, wziąć inicyatywy Wilnu, jako miastu, które Jędrzejowi Śniadeckiemu zawdzięcza najpiękniejsze tradycye prac naukowych i humanitarnych i jeden z najświetniejszych promieni starej swojej sławy?