Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


białą zawijką, kwiateczek za nią zatknę czerwony, na nogi chodaczki czerwone, albo trzewiczki — i zobaczycie jak mi w tem będzie ładnie.
— No, zobaczymy! — odrzekł z niedowierzaniem Piotruś. — A ja tymczasem będę sobie mazur. Sukmanę wezmę granatową z czerwonemi wyłogami, pod nią kamizelę zieloną, opasaną wełnianym czerwonym pasem, kapelusz z wstążką granatową i tak będę śpiewał:

Jestem ja sobie mazur bogaty,

Świecą się na mnie prześliczne szaty,
Koszuleczka drelichowa
Właśnie jakby muślinkowa,

Dratwami szyta!

— No to ja tak samo się ubiorę jak ty, — rzekł Pawełek — i będę Łęczycak.
— A nie! — zaprzeczył Staś — bo Łęczycaki noszą wyższe kapelusze i jaśniejsze kamizele bez rękawów i mają szarawary z wełniaka w paski czerwone albo modre.
— A ja co będę? — zapytała Kazia. — łęczycanka, czy mazurka?