Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— O, wielkie rzeczy! Jest też nad czem myśleć. Ja się przebiorę za górala, bo mam siekierkę, co mi ją ojciec w Zakopanem kupił. Wezmę serdaczek ślicznie wyszywany, na nogi zawiążę kierpcie, takie chodaki z długiemi rzemieniami, spodeńki obcisłe sukienne, pięknie na bokach czerwonym sznurkiem wyszywane, pas szeroki skórzany, ćwieczkami nabijany; gunię na to taką jak noszą druciarze, torbę skórzaną przez plecy i kapelusz opasany taśmą, muszelkami naszytą. A co? Niepięknie to będzie? A teraz jeszcze siekierka!
— No to ja się przebiorę za góralkę! — zawołała Józia. — Wezmę buciki żółte safianowe, spódniczkę modrą, serdaczek ślicznie wyszyty, do koszuli wstążkę czerwoną, warkocze zaplotę gładziutko i białą chusteczkę zawiążę na głowę.
— To będziesz musiała owsiane placki piec! — żartował z Zosi Michaś. — Bo tam taka bieda, że chleba prawie nie jedzą.
— A nie! Bo mój góral naostrzy kosę i pójdzie w doliny żyto kosić i zarobi dużo pieniędzy i będziemy mieli chleb biały, aha!