Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie pojmuję, jak ja się mogłam kiedyś nudzić — mówiła do mnie kiedyś Ewunia z miłym uśmiechem, — kiedy tyle jest do roboty w domu i na świecie.
— Chciałabym, żeby dzień był choć o parę godzin dłuższy — mówiła innym razem, podnosząc wzrok na zachodzące słońce.
O ziewaniu nie było i mowy.