Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/306

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


uważać za młodego głuptasa, uczynił cię bohaterem swojej powieści. Jeżeli przed obrazem Tissota[1], przedstawiającym balkon klubu z ulicy Royale, gdzie znajdujesz się między Galiffetem, Edmunden de Polignac i Saint-Maurice, tyle mówią o tobie, to dlatego, że wiedzą, iż parę twoich rysów weszło w figurę Swanna.

Aby wrócić do ogólniejszych realności, przypomnijmy że o tej godzinie śmierci — przepowiadanej a jednak nieoczekiwanej — mówił przy mnie sam Swann, do księżnej de Guermantes, w dniu kiedy się wybierała na raut do kuzynki. To była ta sama śmierć, której swoistą i przejmującą dziwność odnalazłem pewnego wieczora, przebiegając oczami dziennik. Wiadomość o niej wprawiła mnie w osłupienie, jakgdyby wypisana tajemniczemi niewcześnie wstawionemi głoskami. Wystarczyły, aby zmienić żyjącego człowieka w kogoś nie zdolnego już odpowiedzieć na to co się doń mówi, w nazwisko, jedynie w nazwisko, nagle ze świata rzeczywistego przeniesione w królestwo ciszy. To te głoski budziły we mnie jeszcze teraz chęć lepszego poznania mieszkania, gdzie niegdyś rezydowali Verdurinowie i gdzie Swann, nie będący wó-

  1. Na obrazie tym znajduje się w istocie postać znanego klubowca, Karola Haas, który uchodził za pierwowzór Swanna; i inwokacja ta zwraca się wyraźnie do Karola Haas. (przyp. tłum.)