Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/305

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sażach, których p. Swann był stałym uczestnikiem aż do ostatnich lat, kiedy już rzadko tylko opuszczał mieszkanie. Wyprowadzenie zwłok odbędzie się, etc“.
Z tego punktu widzenia, jeżeli się nie jest „kimś“, brak znanego tytułu przyspiesza jeszcze rozkład śmierci. Bez wątpienia, nieboszczyk jakiś jest naprzykład księciem d’Uzès anonimowo, bez znamion indywidualności. Ale mitra książęca utrzymuje jakiś czas w skupieniu składniki, jak w owych starannie wymodelowanych lodach, które lubiła Albertyna; podczas gdy nazwiska arcy-światowych „ludzi nowych“ natychmiast po ich śmierci rozkładają się i topnieją w bezpostaciową masę. Widzieliśmy, jak pani de Guermantes mówiła o panu Cartier, jako o najlepszym przyjacielu księcia de la Tremoille, jako o człowieku bardzo poszukiwanym w arystokratycznych kołach. Dla następnego pokolenia, Cartier stał się czemś tak bezkształtnem, że niemal przydałoby mu się blasku spokrewniając go z jubilerem Cartier, gdy on sam uśmiechnąłby się niegdyś z takiej pomyłki. Przeciwnie Swann był wybitną indywidualnością intelektualną i artystyczną i mimo że nic nie „stworzył“, miał widoki przetrwania nieco dłużej. A mimo to, drogi Karolu Swann, którego znałem kiedy byłem jeszcze tak młody a ty bliski grobu, jeżeli zaczynają na nowo mówić o tobie i jeżeli może będziesz żył, to dlatego, że ten, którego musiałeś