Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/298

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przez Morela w jego teoretycznych zamiarach, upiękniły, usentymentalniły jego postępowanie. Jedynym punktem, w którym przeciwnie rzeczywistość stała się gorsza od zamiarów, było to, że w planach swoich nie uważał za możebne zostać w Paryżu po takiej zdradzie. Teraz natomiast „dawać nogę“ dla takiej bagateli zdawało mu się przesadą. Toby znaczyło porzucić barona, który z pewnością byłby wściekły, zniweczyć swoją sytuację. Morel straciłby w ten sposób wszystko, co mu dawał baron. Myśl że to jest nieuniknione przyprawiała skrzypka o ataki nerwowe, godziny całe mazał się, brał (oględnie) morfinę, aby o tem nie myśleć. Potem nagle zagościła w jego duszy myśl, która z pewnością nabierała tam życia i kształtu już od jakiegoś czasu; a mianowicie, że ta alternatywa, wybór między zerwaniem z panną a kompletnem zerwaniem z panem de Charlus nie są może konieczne. Stracić wszystkie pieniądze barona, to było ciężkie! W tej niepewności, Morel trwał przez kilka dni w czarnych myślach, podobnych tym, które w nim budził widok Blocha. Potem uznał, że Jupien i jego siostrzenica próbowali go schwycić w pułapkę i że powinni się cieszyć, ponosząc tak lekką karę. Uważał zwłaszcza, że panna zawiniła niezręcznością, tem że nie umiała go utrzymać przez zmysły. Nietylko wyrzeczenie się pozycji przy panu de Charlus wydało się Mordowi absurdem, ale żałował nawet sutych obiadków, któ-